sobota, 10 grudnia 2011

porządki.

Jak co piątek - od wieczora do nocy to, co zwykle.
Miniony tydzień był dla mnie bardzo ciężki pod każdym względem, niektóre wydarzenia miały w tym swój udział, przez co spałam ponad 11 godzin. To znak, że musiałam być naprawdę wykończona, bo należę jednak do rannych ptaszków. Gdy wstałam od razu zabrałam się za porządki. Mam zaplanowane jeszcze kilka ważnych rzeczy na dziś, ale wcześniej - prasowanie. 
Przyszły tydzień będzie dla mnie bardzo ciężki, w domu będę dopiero po 17, pozytyw? to 'tylko' 4 dni. Dam radę, uzbroję się w cierpliwość. Na przyszły tydzień zaplanowałam przedświąteczne porządki :-) Mowa o tych domowych porządkach, bo te w życiu już zaczęłam robić.
A wieczorem.. :-)
Miłej soboty.

Brak komentarzy: