niedziela, 27 marca 2011

oddly

Nie śpię, standardowo, jak co dzień tyle, że będąc u siebie zwykle męczę się w łóżku lub coś czytam i próbuję zasnąć. Tym razem jest inaczej. Jestem w innym miejscu, spać mi się nie chce, zaczekam do drugiej, przestawię sobie godzinę i dopiero wtedy się położę. Śpimy krócej , bardzo fajnie. -,- Jak pomyślę sobie o tym wszystkim, co na mnie czeka po powrocie do domu , awersja do wszystkiego po prostu...
Przez całą sobotę wypiłam tylko jedną kawę, aż sama sobie się dziwię, ale to pewnie dlatego, że nie miałam czasu + cały dzień wcinałam owoce, nic więcej.
Z moich obliczeń wynika, że pozostało mi nie więcej niż 2,5h , snu... No więc zapowiada się powtórka z rozrywki...  Króciutki sen, pobudka o 6, zakupy, kino, powrót do domu, szara rzeczywistość, a przy tym niedzielny, a zarazem sześciodniowy, mega wielki, meczący zapierdol. Okej. Dam radę, jakoś, bo jakoś, ale lepszy rydz niż nic ! :-)
A tęsknota w dalszym ciągu, choć w większym stopniu zżera mnie od środka. W tym o to przypadku objawia się moja bezradność, której nienawidzę.  Nie znoszę czekać, wrrr !
Życzę sobie powodzenia...

Brak komentarzy: